poniedziałek, 10 lutego 2014

Rozdział I


Rozdział I


Kiedy tylko zacznie się nowy dzień, muszę coś zmienić. Dłużej tak nie mogę. W końcu trzeba to wszystko poukładać.  Zacząć od początku. W pewnym sensie odciąć się od przeszłości.  Te słowa nabierają teraz sensu. Gdy tylko zacznie się nowy dzień, zacznę nowe życie.

Spotkam się z nim, po wielu latach. Jedyne, co nas łączy to dawne wspomnienia i karty pocztowe. Czasem dołączył jakiś list, ale rzadko. Poza tym, o czym można pisać do osoby, której nie widziało się od czasów liceum. Wszystko się zmienia, ludzie się zmieniają. Przede wszystkim ludzie się zmieniają. Dorastamy, przechodząc bezszelestnie lub z rozmachem przez naszą osobistą ewolucje. Kiedyś tak sobie bliscy, teraz oddaleni od siebie, zupełnie obcy dla siebie ludzie. A jedyne, co nas ze sobą łączy to te kilka słów nabazgranych chaotycznie na pocztowce z wakacji. Dawniej dzwonił. Sporadycznie.  Nic dziwnego.  Wiecznie gdzieś wyjeżdża.  Gdybym miała policzyć w ilu miejscach już był, musiałabym sprawdzić ile kart przysłał mi z najróżniejszych miejsc. Musiałabym długo liczyć. Musiałabym przejrzeć całe pudło. Tak, trzymam je w pudle. Trochę jak by miały dla mnie pewną wartość sentymentalną. Z drugiej strony jak bym czuła do nich zniewagę.   Mogłabym znaleźć lepsze miejsce dla czegoś, co wydaje mi się ważne, ale chciałam zapomnieć. Ulec złudzeniom. Udawać, że to, co było dawniej między nami, we mnie już nie istnieje. Próbując oszukać samą siebie. Samą siebie, a tak naprawdę, kim ja jestem? Zwykłą dziewczyną z niewielkiego miasta, która skończyła studia i przeprowadziła się ze swoją przyjaciółką do Amsterdamu. To było totalne szaleństwo. Pierwszy raz w życiu zrobiłam to, czego naprawdę pragnęłam. Teraz to miejsce powoli traci swój urok. Przez monotonnie dnia zgubiłam gdzieś magię tego miejsca, która niegdyś przyciągnęła mnie do niego jak magnez.
Teraz to wszystko było mało ważne. Dostałam list. Po wielu miesiącach. Nie był długi, nabazgrany jakby na kolanie, lecz jednak list. Napisał, że jest w Belgii i właśnie wyrusza w dalszą podróż, a jego następnym celem jest Holandia. Ta wiadomość niby nie zrobiła na mnie większego znaczenia, ale gdy zaczęłam czytać dalej, wszystko się zmieniło. Chciał się u mnie zatrzymać. Planowałam się z nim spotkać. Miało to być jednak jedno spotkanie. Wyobrażałam sobie moment, gdy na jego prośbę spotykam sie z nim na Dam Squar i razem udajemy się do kawiarni. Wybrałabym tą, którą codziennie mijam w drodze do miasta. Zawsze mnie intrygowała. Znajdowała się na rogu tuż nad kanałem. Na zewnątrz stały stoliki i krzesła, lecz wnętrze przepełnione było fotografiami. Od razu przyszło mi na myśl to miejsce. Było ono tajemnicze, dystyngowane i przepełnione pewną historią. Pomyślałam, że pomogłoby to wzbudzić wspomnienia, dzięki czemu nie nastała by niezręczna cisza. Nie lubię ciszy. Cisza to moment, w którym człowiek najczęściej odnajduje swoje słabości, czuje się samotny. A samotność zabija, niszczy człowieka doszczętnie atakując od środka niepostrzeżenie a jednak tak bardzo boleśnie, że szybko zdajemy sobie sprawę z naszej marności. Zamówiłabym moje ulubione latte, a on zapewne zamówiłby cappuccino. Do momentu jego wyjazdu, gdy razem spędzaliśmy wiele czasu zawsze zamawiał tą samą kawę. Nie wiem, dlaczego to pamiętam. Przecież nie jest mi tak bliski bym pamiętała tak drobne szczegóły z naszego dzieciństwa. Przynajmniej tak mi sie wydaje. Jednak on chciał zatrzymać się u mnie. Mogłam skłamać, wymyślić jakąś wymówkę, która pokrzyżowałaby jego plany, ale chciałam być wobec niego szczera. Gdyby kłamstwo wyszło na jaw, a jak powiadają "kłamstwo ma krótkie nogi" zraniłoby to zapewne jego uczucia, a tego bym nie chciała. Ale tak naprawdę nie myślałam o konsekwencjach, bo w mojej głowie nie rodziła się nawet możliwość oszukania mojego dawnego przyjaciela. Napisał, że w Amsterdamie będzie w najbliższy piątek, a jego pociąg ma dotrzeć o szesnastej.  Poprosił mnie abym odebrała go z dworca bez względu na to czy przystanę na jego propozycję.  W liście podał mi swój numer telefonu i poprosił o mój numer kontaktowy, gdyby z nieznanych powodów pociąg opóźnił się lub on sam nie mógł przybyć w zaplanowane miejsce. Miałam wielki dylemat czy zgodzić się na jego pobyt w moim domu. Pierwszym powodem, który zaprzątał moja głowę był fakt, że nie wiedział, iż nie mieszkam sama. Drugą sprawą był brak wiedzy na temat szczegółów jego przyjazdu.
Mieszkałam z Magdą moją najlepszą przyjaciółką. Przyjazd tu był naszym wspólnym marzeniem po wieloletniej rozłące. Z Magdą znałam się od przedszkola. Nasz kontakt poprawił sie, kiedy wyjechała do Anglii. Gdyby nie to możliwe, że nadal były byśmy jedynie dobrymi koleżankami. Teraz jesteśmy dla siebie jak siostry. Wiedziałam, że Magda na pewno zgodzi się na to, aby w naszym domu na pewien czas zamieszkał mój dawny przyjaciel. Na jaki czas? To kolejne pytanie, na które nie miałam odpowiedzi. Jak długo chciał się u mnie zatrzymać? Za tydzień moja przyjaciółka miała wyjechać ze swoim chłopakiem na pewien czas do Polski, a ja nie chciałam zostać z nim sama. Właściwie nie wiem, czemu. Może bałam się, że to uczucie, którym niegdyś go darzyłam może powrócić.  A nieodwzajemniona miłość prowadzi do uczucia samotności, które z biegiem czasu upewniłoby mnie w mojej beznadziejności.           

2 komentarze:

  1. Kontynuuj koniecznie! Zawsze jest jakiś sens w prowadzeniu bloga :) A sountrack mnie urzekł!

    http://name-ityourself.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. Przeczytałam pierwszy rozdział i naprawdę zaciekawiło mnie Twoje opowiadanie, więc może wspólna obserwacja?
    Czekam na odpowiedź u mnie :)

    http://najlepszeopowiadanie.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń