Rozdział I
Kiedy tylko zacznie się nowy dzień, muszę
coś zmienić. Dłużej tak nie mogę. W końcu trzeba to wszystko poukładać. Zacząć od początku. W pewnym sensie odciąć
się od przeszłości. Te słowa nabierają
teraz sensu. Gdy tylko zacznie się nowy dzień, zacznę nowe życie.
Spotkam się z nim, po wielu latach. Jedyne,
co nas łączy to dawne wspomnienia i karty pocztowe. Czasem dołączył jakiś list,
ale rzadko. Poza tym, o czym można pisać do osoby, której nie widziało się od
czasów liceum. Wszystko się zmienia, ludzie się zmieniają. Przede wszystkim
ludzie się zmieniają. Dorastamy, przechodząc bezszelestnie lub z rozmachem
przez naszą osobistą ewolucje. Kiedyś tak sobie bliscy, teraz oddaleni od
siebie, zupełnie obcy dla siebie ludzie. A jedyne, co nas ze sobą łączy to te
kilka słów nabazgranych chaotycznie na pocztowce z wakacji. Dawniej dzwonił.
Sporadycznie. Nic dziwnego. Wiecznie gdzieś wyjeżdża. Gdybym miała policzyć w ilu miejscach już był,
musiałabym sprawdzić ile kart przysłał mi z najróżniejszych miejsc. Musiałabym
długo liczyć. Musiałabym przejrzeć całe pudło. Tak, trzymam je w pudle. Trochę
jak by miały dla mnie pewną wartość sentymentalną. Z drugiej strony jak bym
czuła do nich zniewagę. Mogłabym
znaleźć lepsze miejsce dla czegoś, co wydaje mi się ważne, ale chciałam
zapomnieć. Ulec złudzeniom. Udawać, że to, co było dawniej między nami, we mnie
już nie istnieje. Próbując oszukać samą siebie. Samą siebie, a tak naprawdę,
kim ja jestem? Zwykłą dziewczyną z niewielkiego miasta, która skończyła studia
i przeprowadziła się ze swoją przyjaciółką do Amsterdamu. To było totalne
szaleństwo. Pierwszy raz w życiu zrobiłam to, czego naprawdę pragnęłam. Teraz
to miejsce powoli traci swój urok. Przez monotonnie dnia zgubiłam gdzieś magię
tego miejsca, która niegdyś przyciągnęła mnie do niego jak magnez.
Teraz to wszystko było mało ważne. Dostałam
list. Po wielu miesiącach. Nie był długi, nabazgrany jakby na kolanie, lecz
jednak list. Napisał, że jest w Belgii i właśnie wyrusza w dalszą podróż, a
jego następnym celem jest Holandia. Ta wiadomość niby nie zrobiła na mnie
większego znaczenia, ale gdy zaczęłam czytać dalej, wszystko się zmieniło.
Chciał się u mnie zatrzymać. Planowałam się z nim spotkać. Miało to być jednak
jedno spotkanie. Wyobrażałam sobie moment, gdy na jego prośbę spotykam sie z
nim na Dam Squar i razem udajemy się do kawiarni. Wybrałabym tą, którą
codziennie mijam w drodze do miasta. Zawsze mnie intrygowała. Znajdowała się na
rogu tuż nad kanałem. Na zewnątrz stały stoliki i krzesła, lecz wnętrze przepełnione
było fotografiami. Od razu przyszło mi na myśl to miejsce. Było ono tajemnicze,
dystyngowane i przepełnione pewną historią. Pomyślałam, że pomogłoby to
wzbudzić wspomnienia, dzięki czemu nie nastała by niezręczna cisza. Nie lubię
ciszy. Cisza to moment, w którym człowiek najczęściej odnajduje swoje słabości,
czuje się samotny. A samotność zabija, niszczy człowieka doszczętnie atakując
od środka niepostrzeżenie a jednak tak bardzo boleśnie, że szybko zdajemy sobie
sprawę z naszej marności. Zamówiłabym moje ulubione latte, a on zapewne
zamówiłby cappuccino. Do momentu jego wyjazdu, gdy razem spędzaliśmy wiele
czasu zawsze zamawiał tą samą kawę. Nie wiem, dlaczego to pamiętam. Przecież
nie jest mi tak bliski bym pamiętała tak drobne szczegóły z naszego dzieciństwa.
Przynajmniej tak mi sie wydaje. Jednak on chciał zatrzymać się u mnie. Mogłam
skłamać, wymyślić jakąś wymówkę, która pokrzyżowałaby jego plany, ale chciałam
być wobec niego szczera. Gdyby kłamstwo wyszło na jaw, a jak powiadają
"kłamstwo ma krótkie nogi" zraniłoby to zapewne jego uczucia, a tego
bym nie chciała. Ale tak naprawdę nie myślałam o konsekwencjach, bo w mojej
głowie nie rodziła się nawet możliwość oszukania mojego dawnego przyjaciela.
Napisał, że w Amsterdamie będzie w najbliższy piątek, a jego pociąg ma dotrzeć o
szesnastej. Poprosił mnie abym odebrała
go z dworca bez względu na to czy przystanę na jego propozycję. W liście podał mi swój numer telefonu i
poprosił o mój numer kontaktowy, gdyby z nieznanych powodów pociąg opóźnił się
lub on sam nie mógł przybyć w zaplanowane miejsce. Miałam wielki dylemat czy
zgodzić się na jego pobyt w moim domu. Pierwszym powodem, który zaprzątał moja
głowę był fakt, że nie wiedział, iż nie mieszkam sama. Drugą sprawą był brak
wiedzy na temat szczegółów jego przyjazdu.
Mieszkałam z Magdą moją
najlepszą przyjaciółką. Przyjazd tu był naszym wspólnym marzeniem po
wieloletniej rozłące. Z Magdą znałam się od przedszkola. Nasz kontakt poprawił
sie, kiedy wyjechała do Anglii. Gdyby nie to możliwe, że nadal były byśmy
jedynie dobrymi koleżankami. Teraz jesteśmy dla siebie jak siostry. Wiedziałam,
że Magda na pewno zgodzi się na to, aby w naszym domu na pewien czas zamieszkał
mój dawny przyjaciel. Na jaki czas? To kolejne pytanie, na które nie miałam
odpowiedzi. Jak długo chciał się u mnie zatrzymać? Za tydzień moja przyjaciółka
miała wyjechać ze swoim chłopakiem na pewien czas do Polski, a ja nie chciałam
zostać z nim sama. Właściwie nie wiem, czemu. Może bałam się, że to uczucie,
którym niegdyś go darzyłam może powrócić.
A nieodwzajemniona miłość prowadzi do uczucia samotności, które z
biegiem czasu upewniłoby mnie w mojej beznadziejności.

Kontynuuj koniecznie! Zawsze jest jakiś sens w prowadzeniu bloga :) A sountrack mnie urzekł!
OdpowiedzUsuńhttp://name-ityourself.blogspot.com
Przeczytałam pierwszy rozdział i naprawdę zaciekawiło mnie Twoje opowiadanie, więc może wspólna obserwacja?
OdpowiedzUsuńCzekam na odpowiedź u mnie :)
http://najlepszeopowiadanie.blogspot.com/