niedziela, 8 czerwca 2014

Rozdział XI

Rozdział XI



To była najspokojniejsza noc od czasu przybycia Juliana. Obudziłam się dosyć późno. Ze spokojem leżałam wpatrując się w sufit i rozmyślając o tym co zdarzyło się wczorajszego dnia. Teraz leżałam na wielkim łóżku wtulona w objęcia mojego przyjaciela. Spójrzmy prawdzie w oczy. Sytuacja delikatnie uległa zmianie. Nieoficjalnie jesteśmy parą. Nareszcie wszystko jest na swoim miejscu. Leżąc obok niego marzyłam tylko o tym by ten moment trwał jak najdłużej. Czułam jego obecność. Był tuż obok, niedawno tak nieosiągalny a teraz rzeczywisty będąc przy mnie. Gdy tylko otworzył swoje oczy w jego spojrzeniu ujrzałam ten przenikliwy blask. Nieprzerwanie pragnęłam go zgłębiać. Spojrzenie tak troskliwe i pełne miłości, że trudno mi było się od niego oderwać. Patrzą na moją twarz z delikatnym uśmiechem powiedział mi dzień dobry.
- Dzień dobry- odpowiedziałam cichym i spokojnym głosem, nie odrywając od niego mego wzroku.
Do pokoju przez niewielką szczelinę powoli dostawało się słońce. Całe to pomieszczenie zdawało się teraz promieniować magiczną energią. Kilka minut leżeliśmy spoglądając na siebie bez słowa. Błogą ciszę przerwało hałaśliwe trzaśnięcie drzwiami. Leżąc w ciszy na dużym drewnianym łożu wsłuchiwałam się w  odgłos czyichś kroków. Całując mojego przyjaciela w policzek, wstałam zarzuciłam na ramiona leżący na krześle od kilku dni sweterek i związując luźno włosy wyszłam powolnym krokiem z mojego pokoju. Magda wraz ze swoim chłopakiem siedziała w salonie zajadając lody truskawkowe.
-Cześć- powiedziałam jeszcze nieco zaspanym głosem
-Hej dopiero wstałaś? -zapytała z wielkim zdziwieniem Magda
-Nie chciało mi się dziś wychodzić z łóżka - odpowiedziałam urywając temat - pogodziłam się z Julianem
-Nawet nie wiesz jak się cieszę- powiedziała z wielkim uśmiechem na twarzy
-Co będziecie robić?
-Może obejrzymy jakiś film - odpowiedział Mattehw 
- Możemy się do was przyłączyć?
-My ? -powtórzyła ze zdziwieniem moja przyjaciółka
-Julian jest w pokoju
-Aha, rozumiem. - jej uśmiech zrobił się jeszcze szerszy - Jasne chodźcie
-Możecie coś wybrać, trochę się ogarnę i zaraz przyjdziemy -odpowiedziałam
Szybkim krokiem udałam się do pokoju. Julian był już ubrany. Założyłam wygodne ciuchy, uczesałam się a w tym czasie on posłał nasze łóżko. Kilka minut później siedzieliśmy już we czwórkę oglądając wybitną komedię i jedząc grzanki z dżemem. Po zakończeniu filmu postanowiliśmy wybrać się razem na spacer aby pokazać Julianowi miasto. Wyszliśmy z domu i wyruszyliśmy w stronę centrum. Przechadzając się uliczkami Amsterdamu z najważniejszymi dla mnie osobami na nowo odkrywałam magię tego miejsca. Odwiedzając dawno zapomniane zakamarki miasta wracały wszystkie wspomnienia. Opowiadaliśmy Julianowi wiele ciekawych historii z którymi związane były dane miejsca. Wspominałyśmy nasze pierwsze dni w nowym mieście, naszą pierwszą prace, pierwszych znajomych i niemałe problemy z językiem. Udaliśmy się także na kawę do kawiarni w której po raz pierwszy spotkałam Matthew. Matthew był dawnym znajomym Magdy w czasów liceum kiedy mieszkała jeszcze w Anglii. Był to także pierwszy chłopak dla którego totalnie straciła głowę ale zawsze bała się do niego odezwać. Ich rozmowy ograniczały się jedynie do tych zainicjowanych przez niego. Od kiedy sięgam pamięcią Magda bez ustanku opowiadała mi o każdym wymienionym między nimi  spojrzeniu, każdej wspólnie przeprowadzonej rozmowie.  Nigdy też nie zapomnę tego dnia gdy okazało się, że przeprowadził się on do Holandii.  Wspominałyśmy emocje, które towarzyszyły nam podczas tego wyjątkowego spotkania, na którym od razu wiedziałam, że to musi być jakiś znak. Byłam przekonana, że jeśli odnajdujesz swą dawną wielką miłość w obcym kraju, nie może to skończyć się na jednym spotkaniu. I tak właśnie było. Stara miłość nie rdzewieje, na szczęście okazało się, że ta wielka licealna fascynacja nie była jedynie jednostronna. Od tamtego dnia Magda zaczęła regularnie spotykać się z Matthew najpierw jako przyjaciele, później na nieco bliższym gruncie. Niedługo potem zostali parą. Wspominając moje słowa " jeśli odnajdujesz swą dawną wielką miłość w obcym kraju, nie może to skończyć się na jednym spotkaniu" pomyślałam o mnie i Julianie. Jak widać miałam racje. To nie był przypadek, tak miało być. Takie miało być przeznaczenie zarówno moje i Juliana jak i Magdy z Matthew. Dzięki temu wszyscy siedzieliśmy teraz w kawiarni pijąc pyszną kawę i wspominając bliskie nam chwile. Z biegiem czasu zmieniamy swoje zdanie na temat różnych spraw. Teraz już wiem, że nic nie dzieje się bez przyczyny, doświadczyłam tego nie jednokrotnie. Dlatego też wiem, że nie powinno się żyć dawnymi przeżyciami, naszymi porażkami czy upadkami, bo żaden z nich nie był przypadkowy. Każdy z nich niesie za sobą jakiś morał, z każdej porażki podnosimy się silniejsi i mądrzejsi o nowe doświadczenia. Coś się kończy by coś innego mogło się zacząć, byśmy mogli odnaleźć sens naszego życia." What doesn't kill you, makes you stronger."

czwartek, 5 czerwca 2014

Rozdział X

Rozdział X



Gdy otworzyłam oczy automatycznie spojrzałam na zegarek. Było już południe. Miałam świadomość, że wczorajszy dzień był dla mnie bardzo męczący, więc nie miałam do siebie żalu, że pozwoliłam sobie na takie lenistwo. Odsłaniając zasłony oślepił mnie strumień słonecznego światła. Wychodząc z pokoju związałam moje włosy w niechlujnego koka. W całym domu rozpływał się zapach koktajlu truskawkowego. Wchodząc do kuchni zobaczyłam na stole przygotowane śniadanie. Obok talerzyka z naleśnikami leżała wiadomość napisana czarnym długopisem na białej niewielkiej karteczce "Zadecydowałem, że będzie lepiej, gdy przeniosę się do hotelu. Ps. Mam nadzieje, że śniadanie będzie smakowało" podpisane Julian. Czytając ten krótki list stałam osłupiona i zdezorientowana. Przez moje wczorajsze zachowanie Julian przeprowadził się do hotelu, właśnie teraz, gdy uporządkowałam wszystkie swoje sprawy i byłam gotowa by zacząć z nim wspólne życie. Oczywiście, kiedy coś wydaje się być po naszej myśli los całkiem szybko wylewa na nas kubeł zimnej wody by zgasić nasz entuzjazm. Ale ja się nie poddam, nie tym razem. Za daleko doszłam by teraz się poddać. Nie po to zmierzyłam się z bolesną przeszłością, by teraz dać uciec tak wielkiej szansie. Gdy tylko zjadłam pyszne naleśniki z czekoladą popijając delikatnie schłodzonym koktajlem truskawkowym natychmiast pobiegłam do pokoju. Założyłam krótkie spodenki i koszulkę z logiem mojego ulubionego zespołu i natychmiast wybiegłam z domu gorączkowo wybierając numer do Juliana. Wiedziałam, że nadszedł czas by opowiedzieć mu swoją historię. Julian o niczym nie wiedział. Kiedy dostałam od niego kartkę świąteczną miałam ochotę odpisać mu, wysyłając długi list opisując przy tym jak bardzo jestem zakochana, ale kompletnie zapomniałam. Gdy Ethan zachorował, nie miałam głowy do tego by komukolwiek mówić o swoim ślubie. Chciałam by była to niewielka kameralna uroczystość, do tego stopnia, że zapomniałam zaprosić najlepszego przyjaciela. Pośpiesznie zamykając mieszkanie zorientowałam się, że wzięłam nie te klucze. Wracając się do pokoju zerknęłam na zegarek, spojrzałam w wielkie lustro w drewnianej ramie postawione w samym rogu przy szafie i trzaskając drzwiami wybiegłam w stronę wyjścia. Na dole odczytałam smsa od Juliana z adresem hotelu, w którym aktualnie przebywał. Podbiegłam do przypiętego roweru wsiadłam na niego i pedałując ile sił w nogach ruszyłam w stronę wskazanego adresu. W mgnieniu oka znalazłam sie pod hotelowymi drzwiami. Zostawiłam rower i natychmiast pobiegłam w stronę windy. Gdy stałam przed drzwiami do jego pokoju poczułam dziwny niepokój. Zupełnie nie wiedziałam, co mam mu powiedzieć. Od czego powinnam zacząć. Czy powinnam go przeprosić, czy może opowiedzieć mu wszystko od początku? Chciałam mieć to już za sobą, ale fakt, że musze przechodzić przez to wszystko jeszcze raz przytłaczał mnie i powodował, że czułam się bezsilna. Ale zależało mi na nim tak bardzo, że wszelkie moje obawy chwile później stały się nie istotne. Zbierając się na odwagę zapukałam nerwowo w drzwi jego pokoju. Chwile później ujrzałam Juliana. Wyraz jego twarzy potwierdził moje obawy. Widziałam w nim niepewność a zarazem zdenerwowanie. Był zdezorientowany. Drżącym głosem przywitałam się z nim a on zaprosił mnie do środka. Weszłam dosyć niespokojnym krokiem. Usiadłam na samym rogu dużego, miękkiego łóżka. Julian usiadł na krześle na przeciw mnie. Na początku nie byłam w stanie zebrać myśli. Siedziałam, więc czekając na jego ruch. Przez pewien czas oboje siedzieliśmy milcząc i nerwowo rozglądając się sie po wynajętym przez niego pokoju. Chwile później wzięłam się w garść i zaczęłam rozmowę. Na początku przeprosiłam go za to, że bez słowa wytłumaczenia wybiegłam zostawiając go samego w parku. Kiedy zaczął mówić, że nic sie nie stało poprosiłam go bym mogła to wyjaśnić. Biorąc głęboki oddech zaczęłam opowiadać mu wszystko od początku. Julian początkowo bez większego zaangażowania, lecz z czasem z coraz większą uwagą słuchał mojej opowieści. Kiedy dochodziłam do momentu śmierci Ethana wybuchłam płaczem. Nie potrafiłam opanować swoich łez. Wtedy poczułam, że obejmują mnie jego ramiona. Znów poczułam się słaba, ale z jego objęcia płynęła jakaś siła. Z sekundy na sekundę stawałam się coraz silniejsza. Chwile później byłam już dużo spokojniejsza i starałam się opanować emocje. Wychodząc z jego uścisku spojrzałam mu w oczy i powiedziałam, że bardzo go przepraszam. Przepraszałam go za to, że nie powiedziałam mu o Ethanie. Za to, że zamiast porozmawiać z nim o tym, co się stało wolałam uciekać, a on cały czas uspokajał mnie mówiąc, że już po wszystkim. Powiedział, że będzie ze mną cały czas, że będzie przy mnie zawsze, gdy będę tego potrzebowała, że będzie mnie wspierał i że przejdziemy przez to razem. W tym momencie zdałam sobie sprawę, że tym razem się nie pomyliłam. Wiedziałam, że to będzie nowy początek, że zacznę wszystko od nowa. Tym razem będę silniejsza mając przy sobie Juliana. Po raz kolejny wtuliłam się w jego silne ramiona. Sama nie wiem jak długo to trwało, ale cała ta sytuacja tak bardzo mnie wyczerpała, że usnęłam przytulona do mojego przyjaciela. Gdy obudziłam się był już wieczór. Za oknem było już ciemno i paliły się latarnie. Odwracając się na drugi bok zobaczyłam, że Julian przez cały ten czas siedział obok mnie. Kiedy zauważył, że już nie śpię uśmiechną się do mnie i odgarnął delikatnie kosmyk moich włosów nieustannie wpatrując się w moją twarz. Wtedy zdałam sobie sprawę, że dawno nie czułam się tak dobrze. Uśmiechnęłam się i powoli usiadłam obok niego. Kiedy patrzyliśmy się na siebie w jego oczach widziałam ciepło. Czułam, że to ciepło przenika całą mnie. Chciałam by ten moment był wiecznością. Pragnęłam by czas staną w miejscu. Marzyłam o tym by patrząc w jego oczy już zawsze doznawać tego ciepła. Liczył się tylko ten moment. Moment, w którym zaczęło się moje nowe życie. Siedząc obok niego zaczęłam zbliżać się do niego coraz bardziej aż do momentu, gdy siedzieliśmy razem przytuleni patrząc sobie w oczy. W pewnym momencie Julian pochylił się i delikatnie mnie pocałował. To było niesamowite uczucie. Przez moje ciało przebiegł łagodny dreszczyk. Niedługo potem Julian spakował swoje rzeczy i opuszczając hotel wróciliśmy taksówką do mojego mieszkania. Po powrocie do domu rozmawiając wspólnie zjedliśmy kolacje i rozpakowaliśmy walizki Juliana. Tym razem w moim pokoju. 

wtorek, 3 czerwca 2014

Rozdział IX

Rozdział IX


Teraz będąc w tym samym parku razem z Julianem poczułam się dosyć dziwnie. Sama dokładnie nie potrafię zdefiniować tego uczucia. Spacerując teraz kamienną dróżką wszystkie moje wspomnienia powróciły. Idąc powolnym krokiem przypominałam sobie chwile spędzone z Ethanem, nie mogąc przy tym skupić się na tym, co mówi do mnie mój przyjaciel. Sądziła, że ten etap w moim życiu mam już za sobą, było to jednak złudne przekonanie wywołane przybyciem Juliana. Byłam zdezorientowana. Nie chciałam by Julian zauważył, że tak naprawdę wcale go nie słucham. Starając się zachowywać się normalnie nie chciałam dać po sobie poznać, że coś jest nie tak, ale nie mogłam. Nie dałam rady. Przeprosiłam Juliana i próbując się usprawiedliwić powiedziałam, że muszę szybko załatwić pewną sprawę, która wypadła mi z głowy. Nie czekając na jego odpowiedź szybko wybiegłam z parku kierując się w stronę przystanku. Czekając na nadjeżdżający pojazd rozmyślałam o przeszłości. Kupiłam bilet, usiadłam na miejscu usytuowanym z tyłu autobusu. Wybrałam się do pobliskiego miasteczka, które widziałam niedawno w swoim śnie. Wysiadając na najbliższym przystanku powolnym krokiem ruszyłam do mojej ulubionej restauracji. Zawsze, gdy byłam w tym miejscu kupowałam pyszne ciasteczka. Robiłam to odkąd pierwszy raz jadłam je tutaj z Ethanem. Tamtego dnia, w naszą pierwszą rocznicę przyjechaliśmy tu po raz pierwszy. Dzień był chłodny. W powietrzu unosiła się nieco melancholijna aura. Spacerując brzegiem rzeki Ethan powiedział, że musimy się rozstać. Nie wiedziałam, co mam powiedzieć. Było to dla mnie bardzo bolesne, tym bardziej, że zaczynaliśmy planować już naszą wspólną przyszłość. Był to pewnego rodzaju cios, którego nigdy bym się nie spodziewała. Nie wiedziałam, dlaczego. Dlaczego tak się stało? Wpadłam w panikę. Żądałam wyjaśnień, ale on nie chciał niczego powiedzieć. Wpadłam w furię. Krzyczałam, obwiniałam go za to, że zabawił się moimi uczuciami. Powiedział, że bardzo mnie kocha, ale tak będzie dla mnie lepiej. Nie wiedziałam, co to ma znaczyć. Co mogło być lepszego od bycia razem z ukochaną osobą? On stał bez słowa ze łzami w oczach. Nie wiedziałam, co robić. Chciałam, aby wytłumaczył mi, dlaczego kilka dni temu planował ze mną przyszłość, rozmawiał o ślubie, wspólnym mieszkaniu a teraz bez zbędnych wyjaśnień oznajmia, że to już koniec. Wtedy powiedział, że nie będzie żadnej przyszłości ani ze mną ani z nikim innym. Byłam przerażona. Teraz stałam na przeciw niego nieruchomo, wpatrując się w niego oczami pełnymi łez. Pomyślałam, że nic gorszego nie może się wydarzyć, a jednak. Spojrzał na mnie z ogromnym żalem i powiedział "Mam raka". Po prostu, "Mam raka, zostało mi, co najwyżej pół roku". W tamtym momencie ugięły się pode mną nogi. Do moich oczu napłynęły kolejne łzy. Chciał się rozstać, żebym nie musiała przechodzić przez to razem z nim. Chciał oszczędzić mi bólu po utracie najbliższej mi osoby. Miał nadzieje, że gdy powie, że nie możemy być razem nie będę chciała go znać. Ale ja zbyt bardzo go kochałam. Wiedziałam, że chce przejść przez to razem z nim. Nie mogłam go zostawić. Chciałam być z nim do końca. Do ostatniego dnia. Podeszłam do niego, przytuliłam go z całych moich sił i powiedziałam "Będę z tobą do końca. Bez względu na wszystko". Tego samego dnia podjęliśmy decyzję o ślubie. Chcieliśmy cieszyć się czasem, który nam pozostał, jako mąż i żona. Cały wieczór spędziliśmy siedząc na ławce przy brzegu i patrząc w dal. W jego objęciach czułam siłę. Wiedziałam, że pozostały nam czas musimy wykorzystać jak najlepiej. Wiedziałam, że powinniśmy cieszyć się tym, co dał nam los. Następnego dnia podjęliśmy decyzję o kupnie własnego kąta. Tydzień później mieszkaliśmy już razem w pięknym domu, w tym samym miasteczku, w którym dowiedziałam się o jego chorobie. Niedługo później pobraliśmy się w niewielkiej świątyni na obrzeżach miasta. Przysięgliśmy sobie miłość i wierność, aż do śmierci. Miesiąc później stan Ethana zaczął się pogarszać. Z dnia na dzień opadał z sił. Ale najważniejsze było to, że byliśmy razem. Wspólnie przechodziliśmy przez lepsze i gorsze dni podczas jego choroby. Jeździliśmy razem na terapie, a pod koniec byłam z nim bez przerwy, każdego dnia, gdy leżał bezsilny na szpitalnym łóżku. Widziałam jak cierpi, ale nie chciał pokazać po sobie swojej bezsilności. Pewnego dnia po prostu się nie obudził. Był to najgorszy dzień w moim życiu. Wiedziałam, że to nastąpi, byłam na to przygotowana, a jednak nie potrafiłam poradzić sobie z utratą tak bliskiej mi osoby. Całe dnie spędzałam leżąc w łóżku i rozpaczają po śmierci mojego ukochanego męża. Jedyną rzeczą, która utrzymywała mnie przy życiu była obecność Magdy. To ona była ze mną każdego dnia. Była moim oparciem i ratunkiem. Po trzech miesiącach pierwszy raz wyszłam do ludzi. Przez cały ten czas jedynym miejscem, do którego wychodziłam była tama pamiętna ławka oddalona kilka metrów od mojego domu. Dałam rade, podniosłam się dzięki mojej przyjaciółce. Przez długi czas nie czułam się zbyt dobrze w towarzystwie innych ludzi. Nadal zdarzały dni, kiedy siedziałam pod kocem wspominając przeszłość i płacząc do poduszki, ale miało to miejsce coraz rzadziej. Wyszłam z depresji. Codziennie powtarzałam sobie słowa Ethana " Musisz mi obiecać, że pójdziesz dalej, że zostawisz przeszłość za sobą. Znajdziesz kogoś, kto będzie opiekował się tobą tak, jak robiłbym to będąc z tobą". Udało mi się, lecz nadal pamiętałam te dni, kiedy byliśmy razem, szczęśliwi bez względu na to, co nas spotkało. Postanowiłam wrócić do miasta. Znów zamieszkałam z Magdą. Prowadziłam normalne życie wspominając tamten czas, jako dar. Pamiętałam o Ethanie, ale nie oglądałam się w przeszłość, tak jak mu obiecałam. Teraz, kiedy wrócił Julian, poczułam, że mogłabym związać się z kimś na nowo, ale widok tamtego parku przywołał we mnie tak wiele wspomnień. Wtedy zaczęłam mieć wątpliwości czy jestem już gotowa na kolejny związek. Dlatego uciekłam. Dlatego pojechałam do tamtego miasta, weszłam do naszego domu i postanowiłam zmierzyć się z przeszłością na nowo. Zebrać siły. Spędziłam tam cały dzień. Spacerowałam brzegiem rzeki, siedziałam na naszej ławce, spędziłam wiele czasu w naszym mieszkaniu. Przemyślałam sobie wszystko kilka razy. Postanowiłam dać sobie szanse by znaleźć szczęście na nowo. Bym mogła jeszcze raz wrócić w to miejsce z ukochanym mężczyzną. Gdy chciałam udać się w drogę powrotną było już bardzo ciemno. Spojrzałam na zegarek i doszłam do wniosku, że nie uda mi się złapać już żadnego autobusu. Postanowiłam zostać na noc i wrócić do miasta pierwszym autobusem. Gdy weszłam do mieszkania wszyscy jeszcze spali. Weszłam do pokoju otwierając nadal skrzypiące nieco drzwi, wrzuciłam na siebie moją ulubioną koszulkę Ethana i położyłam się na łóżku dziękując Bogu za to, że dał mi siłę, aby stawić czoło przeszłości i podjąć tak ważną dla mnie decyzję.

Positive whisper



The neighbourhood zagrają kolejny koncert w Warszawie ! <3
24 października 2014 roku w Warszawskiej Stodole. 
Dla wszystkich którzy nie znają Jessego i jego cudownego talentu wokalnego jeden z bardziej nastrojowych kawałków the nbhd

poniedziałek, 2 czerwca 2014

Rozdział VIII

Rozdział VIII


Powili dopiliśmy już nieco chłodną kawę, zapłaciliśmy rachunek i skierowaliśmy się ku wyjściu. Przechodząc przez wąski korytarz po raz kolejny zachwycałam się pięknem powieszonych na ścianach fotografii. Wychodząc, ruszyliśmy w stronę centrum. Nie miałam pojęcia gdzie dokładnie idziemy, ale nie miało to większego znaczenia. Pierwszy raz czułam się pewna w tym, co robię. Wiedziałam, że ta rozmowa może diametralnie wpłynąć na moje życie, a jednak bez wahania postanowiłam wziąć ster w swoje ręce. Spacerując po mieście i rozmawiając z Julianem czułam, że promienieje. Wydawało mi się, że swoją radością mogłabym zarazić wszystkich dookoła. Przechadzając się bocznymi uliczkami Amsterdamu podziwialiśmy najciekawsze i mało znane zakątki miasta. Weszliśmy do parku. Był naprawdę piękny, przepełniony zielenią drzew i kolorami kwiatów. Ten sam, w którym niegdyś zaczęłam nowy etap w swoim życiu.

Był to park, do którego dotarłyśmy z Magdą pierwszego dnia naszego pobytu w Holandii. Szczerze mówiąc trafiłyśmy tu zupełnie przypadkiem, próbując odnaleźć swoje miejsce w nowej rzeczywistości. Przemierzając na rowerze mniej znane części miasta przybyłyśmy właśnie w to miejsce. Był wtedy ciepły wiosenny poranek. Z lotniska do naszego mieszkania dotarłyśmy taksówką. Miasto powoli zaczęło wybudzać się ze snu. Ulice były jeszcze puste. Ta przestrzeń zdawała się istnieć jedynie dla nas. Gdy przyjechałyśmy na miejsce wniosłyśmy nasze bagaże po wąskich, krętych schodach i usiadłyśmy obok siebie na nowo zakupionej błękitnej sofie. Jej kolor pięknie komponował się z ciemno szarą ścianą i wielkim kremowym obrazem. Siedząc wygodnie rozmawiałyśmy o naszej przyszłości. Zastanawiałyśmy się, co będzie dalej. Czy podjęłyśmy słuszną decyzję przyjeżdżając do Holandii? Próbowałyśmy wyobrazić sobie jak potoczą się nasze losy, czy będziemy szczęśliwe, czy będziemy tęsknić za rodziną, za znajomymi. Mówiłyśmy o przyszłości. Ale właściwie przyszłość zaczynała się właśnie wtedy. Nie myśląc o pozostawionych na środku pokoju bagażach, postanowiłyśmy wyjść na spacer. W pobliżu ulicy, na której znajdowało się nasze mieszkanie spostrzegłyśmy sklep ze starociami. Zaciekawione, co możemy znaleźć w tak magicznym miejscu szybkim krokiem weszłyśmy do sklepu przez niewielkie drewniane drzwi. Naszym oczom ukazały się piękne lampy, ramki na zdjęcia i inne ciekawe drobiazgi jak również stare fotele, stoliki czy olśniewająca hebanowa komoda. Już wtedy wiedziałyśmy, że będzie to najczęściej odwiedzany przez nas sklep. Naszą uwagę przykuło jednak zupełnie coś innego. Na końcu pomieszczenia, w samym rogu stały dwa cudowne, stare rowery. Były zachwycające. Gdy tylko je zobaczyłyśmy, wiedziałyśmy, że nasze pierwsze wydane pieniądze pójdą właśnie na ten cel. Ja wybrałam błękitną damkę z kremowymi kołami i kakaowym siodełkiem. Magda kupiła taką sam, w kolorze beżowym. Oba były nieco zniszczone, ale patrząc na nie można było odczytać pewną historię. Właśnie za to uwielbiam stare przedmioty. Opowiadają nam historie, wręcz są nimi przepełnione. Wpatrując się w nie wyobrażamy sobie życie ich dawnych właścicieli. Myślimy o tym, co widziały i co mogą nam o nich opowiedzieć. Wychodząc z naszymi "nowymi" rowerami postanowiłyśmy zmienić nieco cel podróży. Rezygnując ze spaceru na Dam Squar wyruszyłyśmy na przejażdżkę alejkami miasta. Na ulicach coraz częściej pojawiali się przechodnie. Słońce powoli wznosiło się ku górze. Była piękna pogoda. Nasze życie nabierało kolorów. Z minuty na minutę upewniałyśmy się, że to jest właśnie nasze miejsce na ziemi. Jeżdżąc już od dłuższego czasu postanowiłyśmy zrobić sobie krótką przerwę. Zatrzymałyśmy się przy kawiarni nieopodal parku. Kupiłyśmy mocną kawą i skierowałyśmy się w jego stronę. Prowadząc rowery szłyśmy w ciszy przyglądając się otoczeniu. Wchodząc do parku zobaczyłyśmy zniewalającą fontannę. Usiadłyśmy na przeciw niej pijąc pyszną kawę. Przyglądają się otoczeniu zakochałam się w tym miejscu tak szybko jak zapałałam miłością do sklepu z antykami. Po chwili Magda wpadła na szaleńczy pomysł. Chciała byśmy razem wskoczyły do znajdującej się przed nami fontanny. Byłam już zmęczona całą podróżą i miałam dość wrażeń jak na jeden dzień, więc zaproponowałam inny termin. Magda powiedziała mi wtedy, że tego dnia powinnyśmy zaszaleć, nie zwracając na nic uwagi. Nie wiedziałam, co właściwie powinnam wtedy zrobić, jednak była ona moją najlepszą przyjaciółką. Potrafiła przekonać mnie do najbardziej absurdalnych rzeczy. Była jedyną osobą, której nie potrafiłam odmówić. Niewiele myśląc pobiegłam szybko w stronę fontanny a zaraz za mną ruszyła Magda. Chwile później obie byłyśmy do kolan zanurzone w lodowatej wodzie, która na dodatek tryskała w kilku otworów w tym samym czasie. Z krzykiem wybiegłyśmy z wody i położyłyśmy się na trawie czekając aż słońce, choć trochę osuszy nasze ubrania i ugrzeje nas po orzeźwiającej kąpieli. Byłyśmy tak podekscytowane naszym wybrykiem, że nie zwróciłyśmy uwagi na pewnego mężczyznę siedzącego na ławce w pobliżu. Był to wysoki brunet o ciemnej cerze i kasztanowych oczach. Był naprawdę przystojny. Kiedy leżałyśmy rozmawiając o dalszych planach zauważyłyśmy, że chłopak powoli zbliża się w naszą stronę. Byłyśmy zawstydzone i zażenowane. Kiedy podszedł do nas przedstawił się, usiadł obok i bez mniejszego zakłopotania zaczął z nami rozmawiać. Po kilku minutach zdawało się nam, że znamy się od paru dobrych lat. Przez krótką chwilę zorientowaliśmy się, że mamy ze sobą wiele wspólnego. Wymieniliśmy się numerami i umówiliśmy na kolejne spotkanie. Podczas wspólnej rozmowy podziwiałam jego onieśmielający uśmiech. Poczułam motyli w brzuchu. Po jego wyrazie twarzy poznałam, że nie jest wobec mnie obojętny. Tak właśnie poznałyśmy Ethana naszego pierwszego przyjaciela w obcym kraju i mojego przyszłego partnera.

sobota, 31 maja 2014

Rozdział VII

Rozdział VII



Wyszliśmy punktualnie o dziewiątej. Słońce powoli wyglądało zza chmur. Zapowiadał się wyjątkowo piękny i słoneczny dzień. Holenderska pogoda była jednak nieprzewidywalna i potrafiła zmienić się w najmniej spodziewanym momencie. Dla mieszkańców Amsterdamu życie toczyło tak samo nie zależnie od pogody. Zakładając kupione w pobliskim sklepiku czarne okulary przeciwsłoneczne zapytałam
-Czy znasz jakieś miejsca, które chciałbyś zobaczyć?
-Na razie chciałbym odwiedzić jakieś miłe miejsce i napić się z tobą kawy
-W takim razie po drodze do centrum będziemy mijać moją ulubioną kawiarnie, w prawdzie nigdy tam nie byłam, ale zawsze wyobrażałam sobie, że było by to idealne miejsce do tego typu spotkania
-Wiec prowadź.
Po kilkunastu minutach byliśmy już nieopodal kawiarni.
-To tutaj, ale jeśli chcesz możemy iść gdzieś indziej
-Nie, myślę, że odpowiednie miejsce. Chcesz zostać na zewnątrz czy wolisz wejść do środka.
-Szczerze mówiąc zawsze zastanawiałam się jak wygląda jej wnętrze, ale nigdy nie miałam okazji żeby to sprawdzić
-Więc dziś jest ten wielki dzień - powiedział z uśmiechem, otwierając duże przeszklone drzwi
W oszklony przedsionku, który obserwowałam za każdym razem w drodze do pracy stała piękna sofa, obok której znajdowała się stara drewniana ława. Na ścianach zawieszone były stare zdjęcia we wspaniałych starodawnych ramkach. W rogu stała niewielka biblioteczka, w której ułożone były najpiękniejsze dzieła wybitnych holenderskich pisarzy. Do dalszej części kawiarni prowadził niewielki korytarzyk, na którego ścianach wisiały kolejne czarno białe fotografie. Gdy dotarliśmy do wnętrza kawiarni przed moimi oczami ujrzałam małe, lecz wyjątkowo piękne pomieszczenie. Mój wzrok przykuł niewielki kominek, który o tej porze roku spełniał jedynie funkcje dekoracyjną. Spokojnym krokiem zbliżałam się do niedużej rogowej sofy, która stała na samym końcu sali. Całe wnętrze przepełnione było książkami i starymi fotografiami. Gdy usiedliśmy do stolika przybył do nas elegancko ubrany kelner i wręczył nam kartę menu.
-Poproszę szarlotkę z lodami i latte
-A ja chciałbym sernik i...
-Cappuccino - powiedziałam przerywając mu w połowie zdania z delikatnym uśmiechem na twarzy
-Tak Cappuccino - powtórzył nie odrywając ode mnie wzroku
W tym momencie poczułam radość a jednocześnie spokój. Właśnie uświadomiłam sobie, że zaczęłam grę o moją przyszłość. Po chwili ciszy usłyszałam jego ciepły głos.
-Nic dziwnego, że wybrałaś właśnie to miejsce, jest na prawdę przytulne
-Muszę przyznać, iż nie przypuszczałam, że zrobi na mnie tak wielkie wrażenie
Wkrótce do naszego stolika zbliżył się kelner przynosząc nam nasze zamówienie.
-Skąd wiedziałaś, że wybiorę właśnie cappuccino?
-Odkąd pamiętam była to twoja ulubiona kawa
-Widzę, że nie tylko ja mam pamięć do takich szczegółów -powiedział żartobliwie
Przez chwilę siedzieliśmy po cichu rozglądając się dookoła lub spoglądając na siebie nawzajem. Chwilę później tak jak przypuszczałam zaczęliśmy wspominać dawne czasy. Dawną szkołę, przyjaciół i wspólnie spędzony czas. Do głowy przychodziły mi coraz to nowsze wspomnienia i nasza rozmowa nabrała tępa. Śmiejąc się opowiadaliśmy sobie przeróżne historie, które właśnie udało nam się przypomnieć. Po chwili nasza rozmowa zaczęła schodzić na inną drogę. Powoli zaczęliśmy kierować się ku teraźniejszości rozmawiając o tym, co działo się, gdy oboje byliśmy od siebie tak daleko. Julian opowiadał o wszystkich swoich podróżach. O tych pobliskich i tych bardzo odległych. Z zapartym tchem słuchałam coraz ciekawszych wspomnień mojego przyjaciela. Nagle poczułam się jak byśmy nigdy się nie rozstawali. Czułam jakbym cały czas była razem z nim. Czułam się tak jak wtedy, gdy leżeliśmy razem pod gwieździstym niebem rozmawiając ze sobą o wszystkim, co przyszło nam do głowy. Nie mając przed sobą żadnych tajemnic. Przez cały ten czas nie mogłam oderwać od niego wzroku wsłuchując się w jego delikatny i ciepły głos. Chciałam by ten moment trwał wiecznie. Całe te wnętrze zdawało się być przepełnione naszymi wspomnieniami. Cicha i spokojna muzyka idealnie współgrała z jego głosem tworząc balsam dla moich uszu. Czułam, że przepełnia mnie wewnętrzny spokój i znów zdałam sobie sprawę, że właśnie teraz jestem we właściwym miejscu, we właściwym czasie, z właściwym facetem i na właściwej drodze, która mogła prowadzić jedynie do naszej wspólnej wymarzonej przyszłości.

piątek, 30 maja 2014

Rozdział VI

Rozdział VI



Nagle ogarnęło mnie dziwne uczucie, pewien niepokój. W oddali usłyszałam jakiś szelest, lecz był tak stłumiony, że nie potrafiłam go rozpoznać. Dźwięk coraz to bardziej przybierał na sile. Morze wzburzyło się i zerwał się gwałtowny wiatr. Obudziłam się, ale nadal słyszałam odgłos, który właśnie wzbudził mnie ze snu. Ktoś pukał do moich drzwi. Bez pośpiechu wstałam z łóżka, na ramiona narzuciłam położony wczorajszego wieczoru na krześle sweterek i podeszłam, aby otworzyć. Gdy uchyliłam drzwi ujrzałam w nich Juliana. Miał na sobie jasne spodnie i jeansową koszulę, wyglądał naprawdę dobrze. Widząc, że jest gotowy do wyjścia przestraszyłam się, że zaspałam na umówioną godzinę.
-O matko, powinniśmy już wychodzić?
-Nie, nie spokojnie, przepraszam, że Cię obudziłem. Ja chciałem tylko...
-Nic nie szkodzi, czyli nie zaspałam -zapytałam przecierając oczy
-Nie jest jeszcze wcześnie
-To znaczy?
-Siódma czterdzieści pięć, z tego, co pamiętam zawsze wstawałaś półtorej godziny przed wyjściem
-Gdyby nie to, że nie ustawiłam budzika dalej by się to nie zmieniło
-Na się szczęście masz mnie - powiedział z uśmiechem na twarzy i tryumfalnym zadowoleniem, że pamiętał kolejną rzecz, której na pewno bym się nie spodziewała
-No tak, co ja bym bez ciebie zrobiła?

-Szczerze mówiąc od dawna zadaje sobie to pytanie
-Jesteś okropny - powiedziałam żartobliwie
-Wiem - odpowiedział odwzajemniając mój uśmiech
-To ja pójdę się szykować, zjem śniadanie i możemy wychodzić
-Dobrze. Aha bym zapomniał, byłem w sklepie i kupiłem ci na śniadanie croissanta i świeży sok pomarańczowy
-Dziękuje, widzę, że pamiętałeś też to, co zazwyczaj jadam na śniadanie -powiedziałam z delikatnym uśmiechem
-Oczywiście

Z jego twarzy dało się wyczytać zadowolenie i świadomość, że po raz kolejny udało mu się zaimponować mi takim szczegółem. Muszę przyznać, że miał racje. Jego pamięć do szczegółów była naprawdę zniewalająca. Dzięki temu był dla mnie jeszcze bardziej tajemniczy. Nie wiedziałam, bowiem, co jeszcze udało mu się zachować w pamięci z tamtych jakże odległych, lecz tak bliskich mi czasów spędzonych razem z nim w niewielkim rodzinnym miasteczku. Byłam ciekawa czy pamiętał wspólne wypady do kina, wycieczki rowerowe, wyprawy w nieznane nam dotąd miejsca i wspólnie spędzone wakacje na mazurach. To ostatnie zdawało się być dla mnie najważniejszym ze wszystkich wspomnień. Byliśmy wtedy sami. Razem nad pięknym jeziorem. Siedzieliśmy wieczorami nad rozpalonym ogniskiem, Julian grał na gitarze. Wyglądał wtedy tak niewinnie, był taki prawdziwy, był po prostu sobą. Pewnego wieczoru zaczął padać deszcz. Mój namiot przeciekał. Tej nocy musieliśmy spać razem. W jednym namiocie. To właśnie wtedy miałam zamiar powiedzieć mu, co tak naprawdę do niego czuje. Chciałam go pocałować, gdy on wycierał delikatnie ręcznikiem moją mokrą od deszczu twarz. Niestety zabrakło mi odwagi. Widziałam jak na mnie patrzył, wiedziałam, że chciał tego samego, a ja po prostu stchórzyłam. Tamtego wieczoru zmarnowałam szanse na coś bardzo dla mnie ważnego. Na coś, czego od dawna pragnęłam, a miałam to na wyciągnięcie ręki. To był mój największy błąd. Wiedziałam, że teraz nie chcę popełnić go po raz kolejny. Nie chciałam do końca życia żałować, że znów popełniłam ten błąd, którego nie wybaczyłam sobie do dnia dzisiejszego. Postanowiłam, więc wziąć los w swoje ręce i zawalczyć o swoją dawniej straconą szansę. Weszłam do swojego pokoju, usiadłam na łóżku i przez chwilę bezmyślnie spoglądałam na życie, które toczyło się za szybą. Wstałam, poszłam do garderoby i stanęłam prze szafą. Jak zwykle nie wiedziałam, co mam na siebie założyć? Przeglądałam wieszaki szukając tego, w czym udałoby mi się zrobić na nim wrażenie. Ostatecznie postawiłam na coś klasycznego. Wybrałam idealnie pasującą biżuterię, ubrałam się, posłałam łóżko i udałam się, aby zjeść przyszykowane dla mnie śniadanie.  W kuchni spotkałam Magdę, która właśnie parzyła sobie kawę. Wyszłyśmy na balkon i po cichu opowiedziałam jej, co zdarzyło się wczorajszego wieczoru. Rozmawiając zjadłam przepyszne śniadanie i wróciłam do swojego pokoju. Siadając przy postarzanej dębowej toaletce stojącej w rogu zaraz przy oknie uczesałam się, nałożyłam delikatny makijaż i założyłam przyszykowaną wcześniej biżuterię. Pakując do torby swój ulubiony kremowy portfelik w kwiatuszku, który dostałam niegdyś na gwiazdkowy prezent wyjęłam z ukrytej przegródki jego zdjęcie. Widząc je jeszcze bardziej upewniłam się, że muszę całkowicie oddać się przeznaczeniu wykorzystując każdą szansę na spełnienie swojego największego marzenia. Chwilę przed dziewiątą byłam już gotowa do wyjścia. Ubrana w czarne rurki, brązowe sandałki i moją ulubioną miętową koszulkę, trzymając w ręku nie wielką torebkę czekałam na mojego przyjaciela siedząc w kuchni i dopijając pyszny sok pomarańczowy.